Czy jesteś gotów już dziś przeobrażać się do życia według pierwotnego zamierzenia na ziemi.

10. Czy jesteś przygotowany do życia w nowym porządku Bożym Strażnica nr.23 z 1973 r. (w 73/23)

Nie będą wyrządzać szkody ani przywodzić do zguby na całej mojej świętej górze; gdyż ziemia będzie napełniona poznaniem Jehowy, tak jak wody pokrywają morze."  Izaj.11:9

  COFNIJMY się myślą do czasu, kiedy starożytny Izrael opuszczał Egipt. Dotarłszy do zachodnich wybrzeży Morza Czerwonego, Izraelici poczuli się jak w pułapce, gdy od tyłu zaczęły na nich nacierać wojska faraona. Poczęli więc biadać i narzekać: Po co ten Mojżesz wyprowadził nas na pustynię, żeby tu nas wymordowano wraz z żonami i dziećmi? — Wykazali brak wiary w kierownictwo Boże. Jehowa polecił jednak Mojżeszowi, by wyciągnął swą laskę nad morze, i wtedy spowodował, że wody się rozstąpiły, tworząc korytarz sięgający aż do brzegów wschodnich. Miały się tędy przeprawić w przybliżeniu trzy miliony ludzi. Jakimż wstrząsającym przeżyciem musiało być to przejście na drugą stronę morza i oglądanie — po znalezieniu się tam i odwróceniu — jak wody spływając z powrotem zatapiają wojska faraona, niczym szczury schwytane w potrzask! Widok naprawdę przejmujący, wzbudzający grozę! Czy jednak Izraelici gruntownie przez to się zmienili? Czy na wschodnim brzegu Morza Czerwonego byli innymi ludźmi niż na brzegu zachodnim?

 Wystarczy zajrzeć do sprawozdania, aby się przekonać, że w niecały miesiąc znowu zaczęli szemrać i narzekać — tym razem z powodu niedostatku wody. Wprawdzie ani wtedy, ani później nie wznosili oblicza ku niebu i nie wypowiadali się wprost przeciw Bogu. Uskarżali się jednak na widzialnego, człowieczego pośrednika, którym się Bóg posługiwał. Nadal więc brak im było wiary. — Wyjścia 15:22-24; 16:1, 2.

 Od stopnia poruszenia serca człowieka zależy, czy potężny czyn Boga odnosi jedynie chwilowy skutek, czy też wywołuje u danego człowieka głęboką przemianę. Reguła ta sprawdzała się wielokrotnie także w odniesieniu do cudów, jakich dokonywali prorocy Boży, a nawet Syn samego Boga. Któż nie słyszał o trądzie, strasznej chorobie, która atakuje różne części ciała: palce u rąk, u nóg, uszy, nos, wargi? Następuje powolny rozpad tych części. Przypuśćmy, że coś takiego spotkało właśnie ciebie i musisz patrzeć, jak twarz razem z resztą ciała stopniowo ulega zeszpeceniu. Naraz ktoś cię wyleczył, przywrócił zdrowie twemu ciału i twarzy, do tego stopnia, iż całe to przeżycie minęło jak zmora nocna, która ze świtem się rozwala! Jak byś się wtedy poczuł? Co byś powiedział?

 W Ewangelii według Łukasza 17:11-19 czytamy, że pewnego razu Jezus, podążając z jednej wsi do drugiej, napotkał dziesięciu trędowatych. Zgodnie z nakazem Prawa ludzie ci zatrzymali się w określonej odległości, lecz zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Jezus faktycznie ulitował się nad nimi i polecił, aby poszli się zgłosić do kapłanów, co zresztą również było objęte przepisami Prawa. Po drodze wszyscy doznali uzdrowienia. Co wtedy uczynili?

Tylko jeden z nich powrócił do Jezusa, aby wyrazić swoją wdzięczność; był to Samarytanin. A dziewięciu pozostałych? Niewątpliwie szli dalej, wielce uradowani tym, co zaszło. Osiągnęli już wszystko, czego pragnęli. Na czym im bowiem zależało? Na zdrowiu fizycznym.

 Kogo z postaci tu występujących my przypominamy? Rzecz zupełnie naturalna, gdy spodziewamy się fizycznego uzdrowienia w nowym porządku Bożym (Apok. 21:3, 4). Ale któż by nie chciał się cieszyć doskonałym zdrowiem, nie chciał być uwolniony od bólu i cierpień, kto by nie pragnął zachować lub odzyskać młodzieńczy wigor? Oczywiście życzyłaby sobie tego przytłaczająca większość ludzi żyjących na ziemi. Czy więc samo pragnienie fizycznego zdrowia może uchodzić za czynnik wyróżniający nas jako ludzi przygotowanych do życia w nowym porządku? Musi istnieć jeszcze coś więcej. Musi tu chodzić o właściwe pobudki kryjące się za pragnieniem doskonałego zdrowia, jakie ofiaruje nowy porządek Boży.

 Powinniśmy usposobieniem swoim być podobni do tego człowieka, który zawrócił do Jezusa, czując niewątpliwie, jak gdyby serce chciało mu wyskoczyć z piersi, i być może zalewając się łzami radości. Czym różnił się on od pozostałych? Różnica polegała na tym, że życzliwość, jaką mu Bóg okazał poprzez Chrystusa Jezusa, poruszyła jego serce. W uzdrowieniu swoim dostrzegł dowód tego, jak wielkodusznym Bogiem jest Jehowa, wobec czego odczuł nieprzeparte pragnienie, by Go wysławiać. Przejawił właściwe usposobienie, docenił sprawy duchowe. My także przy rozważaniu każdego z licznych błogosławieństw, które ofiaruje nowy porządek, powinniśmy uznawać potrzebę myślenia o tym, jak dane dobrodziejstwa świadczą o naszym Bogu. Będzie to wzbudzać w nas coraz większą wdzięczność dla Niego i rozwijać silne pragnienie nie tylko doskonałego zdrowia i bezkresnego życia, ale zaznawania tych błogosławieństw po to, aby służyć naszemu wspaniałemu Stwórcy oraz okazywać miłość naszym bliźnim.

OSOBOWOŚCI NIE ZMIENI CUD BOŻY

 Nawet zmartwychwstanie samo przez się nie zmieni ludzi. Dobitnie świadczą o tym słowa Jezusa skierowane do mieszkańców pewnych miast izraelskich: „Tyrowi i Sydonowi [oraz ziemi sodomskiej] lżej będzie w dzień sądu niż wam” (Mat. 11:20-24). Dlaczego? Ponieważ obywatele starożytnego Tyru, Sydonu czy Sodomy nie zaznali dobrodziejstw głoszenia im, nauczania ich i dokonywania wśród nich potężnych czynów, co dzięki Synowi Bożemu miało miejsce u Żydów z pierwszego wieku naszej ery. Ze słów Jezusa wynika więc, że gdy ludzie mieszkający w takich miastach, jak: Kafarnaum, Korozain i Betsaida, powrócą do życia przez zmartwychwstanie w trakcie jego tysiącletniego królowania, będą mieli tę samą hardą i krnąbrną osobowość co za dawnych czasów. Tyryjczycy, Sydończycy oraz Sodomczycy byli oczywiście pogrążeni w nieprawości, nie okazali jednak powyższych cech świadczących o zarozumiałości i wobec tego będą w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o przyjęcie prawdy i pouczeń co do sprawiedliwych zasad Bożych. — Zobacz też Ewangelię według Mateusza 21:31, 32.

 Zatem kierując się „trzeźwym umysłem”, nie będziemy liczyć na to, iż jakieś niezwykłe wydarzenie, chociażby takie jak czekający nas „wielki ucisk”, dokona w nas magicznej przemiany, która zapewni nam sukces w nowym porządku Bożym. Zrozumiemy też, że w ostatecznym rozrachunku możliwość dostąpienia życia wiecznotrwałego nie będzie zależała po prostu od przynależności do określonego ludu lub organizacji. W tym ostatecznym rozrachunku liczyć się będzie, jakimi jesteśmy ludźmi, jakie są nasze osobiste wady lub zalety.

 Tak więc z całą powagą i pełną świadomością musimy uczciwie ocenić samych siebie, nie upiększając niczego ani nie bagatelizując pewnych naszych złych nawyków bądź postaw, które zdradzają poważną słabość duchową. Ktoś może na przykład zbyt często „strzelać oczami”, oglądając się za osobami odmiennej płci. Nie musi być aż wszetecznikiem lub cudzołożnikiem, ale jego zainteresowania są spaczone; oczy jego wciąż ślizgają się po napotkanych przedstawicielach tamtej płci. Jeżeli taki człowiek rzeczywiście przeżyje wzbudzający grozę „wielki ucisk”, to pod wrażeniem tych wydarzeń być może przez pewien czas utrzyma swoje oczy w cuglach. Skoro jednak nie ustosunkował się w sercu wrogo do zmysłowych skłonności, jego oczy mogą wkrótce na nowo zacząć się błąkać, chociaż będzie się już znajdował w nowym porządku. Tak samo może się powieść człowiekowi, który zbytnio sobie folguje w piciu napojów alkoholowych. Wprawdzie nie jest pijakiem, ale jeśli za bardzo się interesuje trunkami i nie zabiera się do naprawienia sytuacji, to może mieć później kłopoty, nawet gdyby przeżył do nowego porządku. (...) 

   (...) Podobnie przedstawia się sprawa z innymi niebezpiecznymi nawykami i cechami charakteru. Skłonność do przejawiania samolubnej ambicji, do chełpliwości, zazdrości, do plotkowania, zwykłego lenistwa lub do lekceważenia zwierzchności — doprawdy liczne mogą być przyczyny kłopotów, z którymi się nie uporamy, jeśli się nie nauczymy panować nad ich źródłem. Potrafią nam one przeszkodzić lub wręcz uniemożliwić robienie postępów ku doskonałości podczas tysiącletniego okresu, w którym Chrystus Jezus i jego niebiańscy współdziedzice będą usługiwać w roli kapłanów, pracując nad uzdrowieniem ziemskich poddanych Królestwa (Gal. 5:19-21; Apok. 5:10; 22:1, 2). Jeżeli wtedy ktokolwiek z nas nie będzie zasługiwał na życie, ponieważ się uchylał od posłusznego stosowania w praktyce treści „zwojów” Bożych, nie będzie miał na kogo przerzucić winy: ani na obecny podły świat, ani na Szatana i jego demonów; wyłącznie sam będzie temu winien.

  Dużą pomocą w zrozumieniu tego tematu jest analiza tego tematu w książce "Boski Plan Wieków"  T. Russella w  WYKŁADZIE IX pod tytułem "OKUP I RESTYTUCJA)" str.149 w wydaniu z 1992 roku

Nietrudno nam chyba zrozumieć, dlaczego po wezwaniu do przejawiania „trzeźwego umysłu” z uwagi na bliski „koniec wszystkiego” apostoł Piotr napomina: „Bądźcie (...) czujni ze względu na modlitwy” (1 Piotra 4:7, NW). Wprawdzie modlitwy o takich ustalonych porach, jak: przed posiłkiem, rano przy wstawaniu lub wieczorem przed udaniem się na spoczynek, są z pewnością stosowne, ale czy tylko taką ‚czujność ze względu na modlitwy’ miał na myśli apostoł Piotr? Chcemy raczej ‚szukać oblicza’ Jehowy przez cały dzień, modląc się nie tylko za pomocą głosu i warg, ale także serca (Ps.27:8, 9). Chcemy zawsze czujnie sobie uświadamiać potrzebę pomocy Jehowy oraz zwracać się do Niego o kierownictwo i wsparcie, ilekroć odczuwamy jakiekolwiek osłabienie wiary lub jakąś skłonność ku odstąpieniu od Jego sprawiedliwych zasad.

 Czyż nie pilnujemy się w stosunkach z innymi ludźmi, żeby kogoś nie obrazić? Czy nie mamy się na baczności przed niebezpieczeństwami, czy nie dbamy czujnie, aby nasze interesy rozwijały się pomyślnie? Tym bardziej powinniśmy być czujni i dokładać wszelkich starań, żeby utrzymać dobre stosunki z Jehową Bogiem oraz mieć zapewnioną Jego pełną pomoc i kierownictwo! Potrzeba modlitwy jest dla nas obecnie sprawą nader pilną, ale bynajmniej nie zniknie ona automatycznie z chwilą, gdy się znajdziemy w nadchodzącym nowym porządku.

 Kiedy się zwracamy do Boga, dobrze jest pokazać, że nie czynimy tego z przyzwyczajenia, w pełni zadowoleni z siebie, ale że otwieramy przed Nim swoje serce. Mówmy o problemach, które nas trapią, o wysiłkach zmierzających do poprawienia sytuacji, nawet o ewentualnych rozczarowaniach wynikających z własnego niedopisania; szukajmy przy tym Jego pomocy i niezasłużonej życzliwości, prosząc Go o zmiłowanie się nad nami. Jeżeli dzisiaj z odpowiednią wrażliwością będziemy czujni na potrzebę modlitwy, z pewnością dobrze wyposaży nas to do życia w przyszłości. Modlitwa płynąca z serca jest oznaką głębokiej wiary. A wiara taka wielce przyczyni się nam do pomyślnego ułożenia sobie życia w nowym porządku Bożym.

 Do pewnych wiadomości, które mamy o życiu w nowym porządku, zaliczyć trzeba również zasadę zwierzchnictwa, jaka będzie wtedy obowiązywać. Król Dawid słusznie w swoim czasie oświadczył w stosunku do Jehowy Boga: „Twoje jest, o Panie, królestwo i Tyś wywyższony ponad wszelką zwierzchność” (1 Kron. 29:11, Kruszyński). W oparciu o swą prawowitą władzę najwyższą Jehowa ustanowił zwierzchnictwo jedną z podstawowych zasad ustroju teokratycznego. W nowym porządku rzeczy zwierzchnictwo będą sprawować jednostki, jak Król Jezus Chrystus, a także poszczególne głowy rodzin, oraz odpowiednio dobrane grupy osób, upoważnione do podawania wskazówek lub podejmowania decyzji i ferowania wyroków pod kierownictwem Króla z postanowienia Bożego. Czy będziemy gotowi respektować te zwierzchności? Czy potrafimy już teraz uszanować czyjeś zwierzchnictwo?

  W okresie swego tysiącletniego królowania Chrystus Jezus w pełni wywiąże się z roli „wodza i rozkazodawcy” dla wszystkich swoich poddanych (Izaj. 55:4). Rząd jego zastąpi rządy „Cezara” i da się poznać w aktywnej działalności; liczne będą dziedziny spraw ziemskich, w których odczuje się dodatnio jego ingerencję. Czy będziemy ochoczo reagować na polecenia tego Króla? Od tego zależeć będzie nasz postęp ku doskonałości, a nawet samo życie.

  Po potopie, który się przewalił przez cały glob ziemski za dni Noego, Jehowa Bóg polecił ocalałym ludziom, żeby się szeroko rozprzestrzenili i napełnili ziemię. Kiedy liczne rzesze osiedlone na równinie Szinear zadecydowały inaczej i postanowiły się skupić w wielkim mieście, Jehowa wymusił na nich swą wolę Władcy przez pomieszanie im mowy, wskutek czego „rozproszył ich po całej powierzchni ziemi” (Rodz. 9:1; 11:1-9). Wręcz odwrotna sytuacja miała miejsce szereg stuleci później, gdy wygnańcy żydowscy po powrocie odbudowali Jeruzalem. Jak wynika ze sprawozdania Nehemiasza, miasto było zbyt słabo zaludnione, toteż rzucono losy i co dziesiąty Izraelita będący głową rodziny został w ten sposób wyznaczony, aby się wraz z rodziną przeprowadził do miasta. Prócz tego niektórzy zgłosili się także na ochotnika, za co błogosławił ich lud. Być może nie każdego z wybranych zachwycała myśl o przeniesieniu się do Jeruzalem, ale uczynili to i reakcja ich była świadectwem wiary oraz troski o należyte funkcjonowanie „świętego miasta”. — Neh. 7:4; 11:1, 2.

   Prócz tego musimy też rozumieć potrzebę wiary w to, że Jehowa Bóg oraz Jego Syn w sprawowaniu rządów potrafią umiejętnie się posługiwać ludźmi jako swymi przedstawicielami. Ktoś mógłby reagować skwapliwie na wskazówki i polecenia wydane przez anioła albo przekazane mu potężnym, wprost ogłuszającym głosem z nieba. Ale co wtedy, gdy otrzymuje zlecenie za pośrednictwem ludzkich przedstawicieli rządu niebiańskiego? Zastosowanie się do niego wymaga więcej wiary, nieprawdaż?

 Czy komuś z nas trudno jest okazywać takim osobom szacunek lub współpracować z nimi, ponieważ dostrzega ich niedoskonałości? Co w takim razie będzie w początkowym okresie nowego porządku rzeczy?

  Wprawdzie od samego początku nowy porządek Boży przyniesie ogromną radość, niemniej jednak niedoskonałość nie zniknie zaraz w pierwszym dniu, tygodniu, miesiącu, roku, ani nawet w pierwszym dziesięcioleciu po „wielkim ucisku” i wtrąceniu Szatana do otchłani. Gdyby bowiem tak miało się zdarzyć, to po cóż wyznaczono by aż tysiąc lat na pełne przywrócenie doskonałości i całkowite pojednanie ludzkości z Bogiem? Co zrobimy, jeśli przykro dotknie nas jakaś niedoskonałość u osób, którym będą powierzone obowiązki przedstawicieli rządu Królestwa? Być może uczynią coś lub wydadzą zarządzenie, które naszym zdaniem będzie niezupełnie słuszne, ewentualnie dla nas niewygodne i wywołujące nasze niezadowolenie. Czy wpadniemy w zniecierpliwienie i zdenerwowanie, jeśli sytuacja nie zostanie natychmiast naprawiona? Czy będziemy mieli ochotę ująć sprawy w swoje ręce, aby szybko sprostować to, co według nas wymaga skorygowania? Jak reagujemy na podobne okoliczności teraz, kiedy się przygotowujemy do życia w nowym porządku Bożym?

 Ostrzegawczą wskazówką niech będzie dla nas zdarzenie, jakie miało miejsce, gdy Dawid pokusił się o sprowadzenie arki przymierza do Jeruzalem. Zamiast przetransportować arkę (zgodnie z Prawem) na drążkach, które nieśliby na ramionach Kehatyci z pokolenia Lewiego, umieszczono ją na wozie. W pewnym momencie woły szarpnęły, omal nie wywracając arki, a człowiek imieniem Uzza wyciągnął rękę, aby przytrzymać arkę. Co z tego wynikło? „Poraził go tam Bóg za ten postępek, tak że umarł przy Arce” (2 Sam. 6:1-7). Na czym polegało jego wykroczenie?

  Prawo Boże wyraźnie zabraniało pod karą śmierci dotykania świętej arki; wyjątek stanowili specjalnie do tego upoważnieni kapłani. Prawo to było powszechnie znane, a ponieważ Uzza niewątpliwie był Lewitą (chociaż nie kapłanem), powinien był tym dokładniej znać ów niedwuznaczny przepis Boży. Tymczasem ośmielił się naruszyć go, zakładając być może, iż usprawiedliwiają to okoliczności. Mógł uznać, że jeśli on nie podeprze arki, ta z pewnością się przewróci. Skoro tak było, to przejawił brak wiary w moc Bożą, w Jego umiejętność takiego pokierowania sprawami, żeby żaden z Jego sług nie musiał łamać rozkazów wydanych przez Niego. Z drugiej strony sądził może, iż ma oto sposobność stać się bohaterem dnia, ewentualnie zyskać trwałą sławę jako ten Uzza, który ratował świętą arkę przed upadkiem. Czy tak było, czy inaczej, brakowało mu szacunku dla rzeczy świętych.

  Niezgodne z Pismem świętym przedsięwzięcia i metody działania, zarozumiałość i naruszanie cudzych praw nigdy nie mogą uchodzić za usprawiedliwione. Przy tak licznych powodach do radości w nowym porządku Bożym żadne początkowe warunki, w których by znajdowała odbicie ludzka niedoskonałość, nie powinny nas skłaniać do burzenia się ani do nierozważnego mówienia bądź postępowania. Powinniśmy ‚zachować we wszystkim trzeźwość’, zdając sobie sprawę z tego, że zasada: „Lepsze jest dokończenie sprawy niż jej początek”, będzie się sprawdzać także podczas tysiącletniego królowania Syna Bożego, oraz że „lepszy jest cierpliwy niż ten, który ma ducha wyniosłego (...), bo właśnie obraza spoczywa w zanadrzu głupich”. — 2 Tym. 4:5; Kohel. [Kazn.] 7:8, 9, NW.

  Jeżeli nie jesteśmy upoważnieni do działania w danej sprawie, możemy o niej poinformować osoby, które mają takie upoważnienie. Zamiast później w zniecierpliwieniu próbować samemu niejako „podeprzeć arkę”, okażmy ufność w kierownictwo Boże, będąc przekonani, że w słusznym czasie sprowadzi On pomyślne rozwiązanie. 28 Możemy się więc już dziś przygotowywać do nowego porządku Bożego przez okazywanie szacunku wobec postanowień, które Jego Syn wprowadza w życie w zborze chrześcijańskim, pewni tego, że Jehowa Bóg i Chrystus Jezus zawsze dobrze wiedzą, co wymaga sprostowania lub rozstrzygnięcia.

                    Refleksje

 Po artykule „Czy jesteś przygotowany do życia w nowym porządku Bożym”

  Wyobraźmy sobie, że jesteśmy już po Armagedonie. Nie istnieją już religie fałszywe, systemy polityczne, nie ma granic, wojska, przestępczości, korupcji.

 Załóżmy, że wiele miast i wiosek jest zniszczonych.

  Przyjrzyjmy się atmosferze jaka panuje wśród tych którzy tam są. Co prawda widzą ogromne zniszczenia ale widać u nich radosny uśmiech na ich twarzach który jest odbiciem ich szczęścia czyli wewnętrznego stanu.

   Czy grozi im bezrobocie – taki ogrom pracy przed nimi, taka piękna perspektywa oczyszczania i odbudowywania ziemi, doprowadzanie jej do takiego stanu jaki był w zamierzeniu Jehowy – do Raju.

   Czy ktoś może im nie dać tej pracy, albo nie przyjąć do pracy? A może nie znajdziemy pracy bo nie mamy odpowiedniego wykształcenia lub kwalifikacji zawodowych?

  Popatrzmy na tych ludzi. Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny, ale co ich łączy – wszyscy są uśmiechnięci i radośni. Dlaczego? Otóż zaufali Jehowie, uznali pokornie że tylko Jego prawa i kierownictwo jest najlepsze a teraz widzą piękną perspektywę przed sobą. Bezgraniczną możliwość twórczego rozwoju tego co będzie się działo dookoła nich jak i w nich samych. Nikt im w tym nie przeszkodzi, wszyscy włącznie z Jehową Bogiem chcą im w tym pomóc.

   Usunięte są wszelkie czynniki które mogłyby im przeszkodzić ze strony tego systemu rzeczy jak i ze strony potężnego przeciwnika Szatana diabła.

   Okazuje się jednak, że jest ktoś kto może przeszkodzić. Kto? Otóż ja sam. Jak to ja sam sobie będę przeszkadzał? Ano tak. Kiedy dokładnie przyjrzymy się tym którzy znaleźli się już na tej ziemi po Armagedonie to zauważymy, że ten uśmiech na twarzach nie u wszystkich jest pełny (nie mylić z głośnym czy pustym śmiechem).

   Pełny uśmiech może być cichy (chociaż niekoniecznie) ale tak mocny, że chce serce „rozerwać”, mogą nawet płynąć łzy radości, ale taki ktoś jest ogromnie szczęśliwy.

   Czym podyktowana jest ta różnica w doznawaniu radości? Przecież wszyscy powinni się radować – widzimy osoby które zmarły a są obok nas, nie ma fałszywych religii, władców politycznych, złych systemów gospodarczych, nie ma głodu, wszyscy mają pod dostatkiem pokarmu, odzienia i dachów nad głową, piękna perspektywa a mimo to nie u wszystkich jest pełna radość.

   To co powiedzieliśmy o przemianach które nastąpiły jest to zamierzenie Jehowy i Jehowa dokładnie je realizuje, dokładnie spełnia dane obietnice.

   Uczynił to, że każdy kto się tam znalazł jest zdrowy, chromy skacze jak jeleń, niewidomi widzą, głusi słyszą itd. Bóg jednak nie mógł uczynić jednej rzeczy, czegoś co dałoby pełny uśmiech wszystkim.

   Zastanawiamy się co takiego Jehowa Bóg nie mógł uczynić? Otóż nie mógł zmienić naszej osobowości.

   Prawdą jest, że wymazał wszystkie grzechy tych którzy się tam znaleźli, każdy posiadł jakoby czystą kartę. Zastanawiamy się zapewne dlaczego Jehowa nie zmienił osobowości, powiedzmy tych „złych” cech, a czy powinien zmienić?

   Bóg miłości dał każdemu wolną wolę. Czy byłoby słuszne gdyby ją odebrał, czy w ten sposób nie uczyniłby z tego człowieka po prostu dobre posłuszne stworzenie ale już nie na obraz i podobieństwo Boże.

   Jehowa Bóg bardzo kocha człowieka i właśnie wolna wola którą mu dał odróżnia go od innych stworzeń ziemskich. Jehowa Bóg dobrze stworzył człowieka i nie musi nic zmieniać. Gdy dobiegnie końcowy etap zamierzenia Bożego, wszyscy będą świadkami tego jak cudownie wszystko to uczynił Bóg.

  Przyjrzyjmy się dokładnie tym którzy może w tej społeczności po Armagedonie nie są w pełni rozradowani.

   Kiedy człowiek jest szczęśliwy? Niektórzy mówią, że jeżeli umie kochać i jest kochany. Nie bez powodu wymieniono tu na pierwszym miejscu – umie kochać. Co to znaczy umie kochać? Umie dawać siebie innym, umie szukać dobra innych. Znamy te słowa „więcej szczęścia jest z dawani niż z brania” „czyńcie drugim to, co chcielibyście aby oni wam czynili”. Miłość nie wynosi się, nie wywyższa się nad innych, innych traktuje wyżej siebie, nie zazdrości, robi wszystko co może sprawić szczęście innym.

   Czy takie osoby mogą być nie kochane. Można powiedzieć, jeżeli kochasz innych to na pewno będziesz kochany a to znaczy na pewno będziesz szczęśliwy i będziesz doznawał głębokiego zadowolenia, takiego, że czasami serce chce ci wyskoczyć z radości i zaznasz takich chwil, że popłyną ci łzy radości.

   Jak powiedzieliśmy wcześniej, każdy jeden nawet wśród miliardów ludzi jest inny, niepowtarzalny. Każdy ma wiele dobrych cech ale ma i wiele tych nad którymi trzeba pracować.

   Obecnie mamy świadomość, że wszyscy jesteśmy grzeszni, jeszcze dodatkowo bóg tego świata wpycha nas w bagno grzechu. Wszyscy byśmy się w tym bagnie potopili gdyby nie rady i ostrzeżenia naszego kochanego Ojca.

   Dzisiaj słuchając tych rad i wcielając je w nasze życie powodujemy to, że nie toniemy w tym bagnie grzechu, ale nie znaczy to, że nie jesteśmy ubrudzeni tym błotem. Z jednej strony jest to smutne, ale nie bez wyjścia, bo Jezus oddał swoje życie za nasze brudy abyśmy się mogli w Jego przelanej krwi oczyścić. To umożliwiło nam, że możemy mimo tego ubrudzenia się, znaleźć się po drugiej stronie Armagedonu na rajskiej ziemi.

   Jeżeli jesteśmy świadomi tego, że nawet przez 1000 lat będziemy pracować nad sobą aby się oczyścić i być w pełni szczęśliwi to już to róbmy. Im szybciej się z tym uporamy tym szybciej i w większym stopniu będziemy doznawać pełnej radości jako szczęśliwe stworzenia Jehowy Boga.

      Obecnie ta nasza wędrówka do tego nowego porządku odbywa się w bardzo nieprzyjaznych warunkach i dlatego można powiedzieć, że każdy w swoim życiu ma jakąś symboliczną górę po której musi się wspinać. Każdy dzień naszego życia to wspinaczka i tak to trwa od urodzin aż po śmierć, każdy dzień wymusza u nas jakiś rodzaj wspinaczki.    Pokonując swoje słabości, często człowiek wspina się do granic swoich możliwości i jak na razie to trwa i to tak od 6 tysięcy lat. Wspinaczka pełna mozołu, płaczu a efektem końcowym śmierć. Praktycznie to te symboliczne góry muszą istnieć. Bóg nie jest sprawcą powstawania tych symbolicznych gór, ale góry te są wykrywaczami kłamstwa, pozwalają też w trudnych warunkach poznać samego siebie.

  Zrozumiałe, że jest niemożliwe aby przejść do 1000 letniego Królestwa Bożego a później osiągnięcia życia wiecznego nie pokonując przeszkód, trudnosci ("symbolicznych gór" które sie pojawiaja na naszej drodze. Wspinaczka po tych "symbolicznych górach" to próba samego siebie. Ciągle musimy pamiętać aby umiejętnie posługiwać się tym symbolicznym „czekanem”, którym jest spisane Słowo Boże, Biblia.

   Uzmysłowiłem sobie jak ogromna jest mądrość i miłość Jehowy naszego Boga w prowadzeniu rodzaju ludzkiego do doskonałości. (Ja rozumie to tak, jeśli niewłaściwie to proszę o skorygowanie). Pragnieniem naszego Boga jest aby wszyscy osiągnęli doskonałość i życie wieczne (2P.3:9b), ale Bóg jest świadom, że z racji wolnej woli jaką dał człowiekowi tak się nie stanie. Mimo to Jehowa Bóg w swoim realizowanym planie uwzględnił to, że każdy jeden człowiek ma różne możliwości (z racji różnego stopnia zdegenerowania się, z różnego stopnia zaawansowania oddziedziczonej niedoskonałości) i dlatego Jehowa Bóg uwzględnił to w realizowanym planie doprowadzenia każdego (według jego możliwości) do stanu doskonałości.

  Skoro według swoich możliwości, to jest to też zachętą dla poświęconych do obliczenia kosztów, aby człowiek nie zajmował się tym czego nie pragnie jego (moje) serce. Oblicz, czy chcesz się wspinać? Aby to uczynić to warto przeanalizować (Sędz.7:2-7). Jehowa Bóg bez względu na naszą decyzje to i tak zrealizuje swoje zamierzenie (Izaj.14:24,27). Analiza (Sędz.7:7-22) pokazuje, że Jehowa Bóg do realizacji swojego zamierzenia nie potrzebuje aż tak wielu. Gdy jest aż tak wielu to może powstać złudne wrażenie że zwycięstwo nastąpiło dzięki tym wielu. Analizując wcześniejszy przykład z życia narodu Izraelskiego możemy wyciągnąć podobne wnioski. Jehowa Bóg poprzez Józefa doprowadził do tego, że Egipt stał się największą potęgą militarną i to wbrew tej potędze wyprowadził z niej można powiedzieć bezbronny lud pasterski. Jehowa Bóg obecnie jest tym samym Bogiem i obojętnie jak wielką potęgą jest ten świat to on nie przeszkodzi Jehowie i Jego naczelnemu wodzowi Jezusowi Chrystusowi w realizacji Bożego planu.

    Wniosek. Jeżeli z całym zaangażowaniem chcemy spełniać wolę Bożą a mimo to coś nam nie wychodzi, to powiedzmy to z wiarą naszemu Ojcu. Budujmy tą wiarę, nabywajmy pewności, że On nas słyszy. Mówmy do niego tak jak dziecko do kochającego ojca. Rozmyślając nad tą sprawą napisałem przemyślenie które pomaga mi urealnić fakt rzeczywistego istnienia takiej rozmowy. Zachęcam do przeczytania tego przemyślenia zatytułowanego „Cud komunikacji” bo rzeczywiście rozmowa z Bogiem to cud którego większość ludzkości nie rozumie. Oto link do tego tematu  http://www.bog-wiara-religia-42.org/417381731 (aby odnaleźć temat to należy ten link skopiować i wpisać w Google)

  Zobaczmy jak Jehowa nasz Kochany Bóg chce to uczynić aby wszyscy bez względu na swoje ograniczone siły, swoją niedoskonałość mieli szanse przejść te "symboliczne góry" jakie wyrastają na naszej drodze do Królestwa i poprzez okres 1000 – letniego Królestwa dotrzeć do uzyskania życia wiecznego. Bóg zadbał abyśmy mieli „instrukcję” jak przygotować się do tej podróży. Podał też  drogowskaz w którym kierunku iść, a to wymaga od nas wysiłku. Analizując (Izaj.30:21a) to myślę, że nawet dał ludzkości dżi pi esa „A twoje uszy usłyszą za tobą słowo, mówiące. To jest ta droga”. Ważne abyśmy mieli takiego dżi pi esa (Słowo Boże Biblię) i co najważniejsze umieli wsłuchiwać się w jego głos. Co jeszcze ważne jest aby być dobrze przygotowanym na tą wyprawę przez te góry jakie wyrastają na naszej drodze.   Pomocą będzie analiza tego jak przygotowuje się do takiej wyprawy alpinista a może nawet himalaista. Jaki „sprzęt” powinien mieć ze sobą i jaką nabyć umiejętność posługiwania się tym sprzętem i jakimi odnośnikami do naszej duchowej wyprawy przez te symboliczne góry są zarówno ten sprzęt jak i umiejętności tegoż himalaisty.

  Może spróbujmy dopatrzeć się analogi w tym jak ludzkość ma pokonać tą drogę do Królestwa Bożego, jakie grupy w jakich etapach czasowych wyruszają w tą podróż i co czeka ich po przejściu tych „symbolicznych gór” (trudów jakie napotykamy na naszej drodze) i czy takie rozumowanie przekonuje mnie o mądrym, cudownym pełnym logiki i miłości przebiegu zamierzenia Bożego co do sprawiedliwego uzdrowienia rodzaju ludzkiego.

  Bóg na kartach Pisma Świętego nie objawia w sposób szczegółowo od razu jak to będzie wyglądać, gdyż ludzkość nie byłaby w stanie od razu pojąć tego a po drugie znajomość trudów tej „podróży” mogłaby niedoskonałego, grzesznego człowieka zabić psychicznie i Jehowa Bóg doskonale wie o tym a pięknie to  omawiał br. Adam  w wygłoszonym wykładzie    https://www.youtube.com/watch?v=tvH42mVm9wE  Powolność Procesu Rozwoju Charakteru   

   W Boskim planie wyzwolenia ludzkości z niewoli grzechu wszyscy stoimy w dolinie (ciemności) przed symbolicznymi górami, które musimy przejść aby znaleźć się w 1000 letnim Królestwie Bożym. Co możemy zrobić w tym czasie przed wyruszeniem aby pokonać te przeszkody, przejść te symboliczne góry które znajdują się przed nami, jednocześnie mając świadomość, że zgodnie z zamierzeniem Bożym wszyscy musimy niejako oczyścić się i pokonać tą trasę, nie ma innego wyjścia.

Niektórzy uważają Biblię za księgę tak symboliczną, że nie sposób ją pojąć, albo za całkiem niepraktyczną. Ale Jehowa Bóg nie chce, by Jego słudzy byli w niewiedzy, i dlatego z Jego woli Biblia została tak napisana, by można ją było rozumieć i kierować się jej wskazówkami. Klucz do zrozumienia Księgi Objawienia jest taki sam, jak w wypadku innych części Biblii. Wskazał na niego apostoł Paweł. Po wyjaśnieniu, iż Bóg wyjawia ukrytą mądrość poprzez swego ducha, napisał: „O tych też sprawach mówimy nie słowami, których uczy mądrość ludzka, lecz takimi, których uczy duch, gdyż łączymy duchowe sprawy z duchowymi słowami” (1Ko 2:8-13). Kiedy badamy Pismo Święte (oraz pewne ówczesne zwyczaje i sposoby działania), dostrzegamy tam wiele elementów, które w Księdze Objawienia posłużyły za symbole. Porównanie takich wersetów często pomaga zrozumieć dany symbol. Trzeba jednak zauważyć, iż jakieś pojęcie lub wyrażenie może symbolizować lub odnosić się do różnych rzeczy — zależnie od kontekstu.

  Może powrócę do tej analogi w której to ludzkość musi przejść poprzez te "symboliczne góry" (trudności, przeszkody) które napotkaja na swej drodze i aby poddać się restytucji i móc uzyskać życie wieczne. Może o jakie grupy chodzi i jak według mojego zrozumienia  miałoby wyglądać to przejście. Pierwsza grupa to Starożytni Godni. Oni wiedzieli i głęboko wierzyli że ten obecny „świat” to nie jest ich docelowy świat i zapewne nie wiele więcej wiedzieli ale jednocześnie głęboko ufali Bogu. Wiara jaką przejawiali pomagała im pokonywać „symboliczne góry” jakie napotykali na drodze do oczekiwanego świata. Wiara ich była tak silna, że w pokonywaniu tych symbolicznych "gór" gotowi byli oddać swoje życie. Z chwilą przyjścia Mesjasza i złożenia okupu za rodzaj ludzki wyłoniła się inna grupa która jako istoty duchowe uzyskując nieśmiertelność i wraz z Chrystusem miała panować w rządzie Królestwa Bożego. Grupa ta na wzór Syna Bożego miała przejść "symboliczne Himalaje" aby w przyszłości umieć pomóc reszcie ludzkości przejść góry które napotkają na drodze do życia wiecznego. Grupa ta była dość liczna ale w efekcie to z tej grupy zostaje wyłonionych tylko 144 000 dusz( jako malutkie stadko), które to dokładnie naśladując Syna Bożego zostaje  „zaliczonych” w skład rządu Królestwa Bożego i z chwilą wybrania tej grupy, wybieranie do tego grona zostaje zakończone. Pozostali też jako istoty spłodzone z ducha (ale w ostatecznym rachunku nie zrodzone z ducha) po przejściu tych symbolicznych gór miały stanowić Wielką Rzeszę (Wielką Kompanię) (Obj.7:9,10) i na wzór Lewitów mieli usługiwać Królewskim Kapłanom to znaczy tym którzy weszli w skład rządu Królestwa Bożego

  Idźmy dalej. Pozostała ludzkość niejako stoi przed symbolicznym  „pasmem górskim” i świadoma czy nie świadoma będzie musiała przejść te symboliczne „góry”. Pozostała ludzkość czyli zarówno ci którzy uznają okup Chrystusa jak i ci którzy nawet na ten temat nic nie wiedzą. Nasuwa się pytanie. Jak mądry, sprawiedliwy pełen miłości Bóg da im szansę na możliwość uzyskania życia wiecznego. Otóż według mojego zrozumienia tą całą ludzkość można by podzielić na trzy grupy. Pierwsza to ci którzy uznali okup złożony przez Chrystusa i poświęcają się na spełnianie woli Bożej. Grupa ta to Młodociani Godni oraz Poświeceni Obozowicze Epifanii. Według mojego zrozumienia to grupa Młodocianych Godnych ma już za sobą  te "symboliczne góry" stojace na ich drodze do nowego porzadku. Natomiast grupa Poswięconych Obozowiczów Epifani ma jeszcze przed sobą "symboliczne góry". Dlatego wszyscy oni przygotowują się do przejścia  poprzez to "pasmo gór" (pasmo trudów). Przygotowują „sprzęt”, ćwiczą umiejętności posługiwania się nim i w miarę nabywania umiejętności pokonują coraz większe "wzniesienia", świadomi są, że za nich nikt tego nie zrobi, uczą się wkładać maksymalny wysiłek a gdy nie mogą sobie poradzić to proszą naszego Ojca o pomoc. Świadomi są, że Ojciec pomoże (Ew.Łuk.11:11-13) ale stanie się to jedynie wówczas gdy ich możliwości się kończą. Grupa ta nabywa coraz większego doświadczenia i zapewne wielu z nich osiągnie „sukces” którym będzie przejście na żywo (jeżeli obecnie nie zakończą swoje życie) do nowego porządku rzeczy. Być może będzie też wielu takich którzy pod wpływem trudności i utracie zaufania do naszego Ojca zatrzyma się w tym marszu. Pytanie. Co z nimi. Otóż nic nie stracą z tego powodu, że czynili wysiłek ale zatrzymali się. Po pierwsze to już częściowo uszlachetnili swój charakter i choćby nie przeszli na żywo do nowego porządku to po zmartwychwstaniu będą mieli już częściowo uszlachetniony swój charakter, na tyle na ile zdążyli to uczynić do tego momentu gdy zatrzymali się i po zmartwychwstaniu będą w dalszym ciągu poddawać się restytucji ale z poziomu tego na którym zatrzymali się.

  Inna grupa to ci którzy uwierzyli w okup Chrystusa ( nazwiemy ich usprawiedliwieni z wiary) ale z różnych powodów nie czynili wysiłków w pokonywaniu "górek i gór" i niejako pozostali w symbolicznych "dolinach". Po zmartwychwstaniu znajdą się niejako w „dołkach startowych” poddając się pod proces restytucji który będzie mógł trwać 1000 lat. Może nasunąć się pytanie a co z tymi którzy nie znali Boga i Jego Syna i okupu jaki został za nich złożony, a może nawet nie uznawali (okupu złożonego za rodzaj ludzki) ale nie dopuścili się grzechu przeciwko duchowi Świętemu (chociaż trudno mówić aby ktoś nie znając Boga mógł dopuścić się grzechu przeciwko duchowi Świętemu) . Oni zgodnie z zapewnieniem samego Boga dostąpią zmartwychwstania i zgodnie z wypowiedzią zanotowaną w (Izaj.65:20) będą mieć okres 100 lat aby zrozumieć wartość okupu jaki został za nich złożony. Jeżeli zrozumieją to niejako w tym czasie zajmą miejsce w „dołkach startowych” w biegu po życie poddając się restytucji, a jeżeli tego nie uczynią w tym okresie o jakim mówi Bóg przez proroka Izajasza (Izaj.65:20) to odejdą w wieczną nicość.

  Myślę, że zgodzimy się, że jest to bardzo mądre, logiczne, sprawiedliwe (chociaż nie wszyscy mogą z tym się zgodzić) i przepełnione ogromną miłością.

  Może komuś nasunąć się pytanie, że ci którzy się wcześniej całkowicie poświęcili (ci z grupy Poświęceni Obozowicze Epifanii) są niejako poszkodowani, oni się wcześniej bardzo wysilali a pod 1000 letnim rządem Królestwa Bożego znajdą się razem z tymi którzy z różnych powodów przed nastaniem 1000 letniego Królestwa Bożego nie wysilali się a nawet z tymi którzy nie znali Chrystusa przed nastaniem Królestwa Bożego. Idźmy dalej w tym toku rozumowania. Otóż starożytni Godni jak i też Młodociani Godni tym bardziej mogliby mieć pretensje. Ale popatrzmy inaczej na tą sprawę. Kto w tym czasie będzie bardziej szczęśliwy, kto będzie umiał w tym czasie więcej dawać z siebie, kto w tym czasie będzie miał mniej problemów z samym sobą w dążeniu do całkowitej doskonałości. W tym czasie wszyscy w dalszym ciągu będą się uczyć całkowitego zaufania do Jehowy, większego niż miał nawet Lucyfer który być może przez miliony lub miliardy lat był przy Jehowie.

  Jeżeli taką analizę będziemy prowadzić to zapewne już teraz zechcemy całkowicie oddać się, poświęcić się na czynienie woli Jehowy, już teraz zechcemy rozpocząć wysiłki w przeobrażaniu swojej osobowości. Już teraz zrozumiemy, że nasz postęp w naszym przeobrażaniu się w tak trudnych czasach może mieć dużą większą wartość niż gdybyśmy czynili to w warunkach spokoju i gdyby na naszej drodze nie było gór które musimy pokonywać. Jehowa Bóg i nasz Pan bardzo nas kochają ale nie możemy oczekiwać aby Bóg usuwał te góry które pojawia się przed nami, to my musimy to zrobić. Musimy też mieć świadomość, że ani Jehowa Bóg ani Nasz Pan nie są sprawcami powstawania tych "symbolicznycg gór" na naszej drodze. Zarówno Jehowa Bóg jak i nasz Pan jak i też my wiemy, że takie "góry" będą się pojawiać na naszej drodze a w czasie końca będzie ich coraz więcej a sposób ich pokonywania przez nas będzie niejako miernikiem naszego zaufania do naszego Boga.  Może nasuwa się pytanie co powinniśmy robić gdy taka „góra” pojawia się przed nami. Robić wszystko na miarę naszych sił a gdy to nie przynosi pozytywnego skutku poprosić naszego Ojca będąc świadomi zapewnienia jakie dał nasz Pan (Ew.Łuk.11:11-13). Dobrze jest uczyć się usuwać takie "góry", bo któryż ojciec nie cieszy się gdy jego dziecko z wiarą usuwa takie „góry”.

  Powinniśmy być świadom tego, że w pokonaniu tych „gór” nikt nie może mnie zastąpić, że ja musze sam to pokonać. (Pokora podpowiada mi, że powinienem być  świadom tego, że o własnych siłach nie zawsze będę mógł sam tego dokonać.   Może nasuwa się nam pytanie. Jak to robić? skoro tak często jestem bezradny i słaby.Przypomniał mi się tu taki przykład. Ojciec powiedział do syna aby on usunął wielki głaz który leży za bramą wyjazdową ich zabudowania. Syn poszedł aby wykonać polecenie ojca. Syn ten bardzo się namęczył gdyż ten głaz był wielki i ciężki, próbował różnych metod stosując różnego rodzaju dźwignie ale mimo to nie mógł usunąć tego głazu. Powrócił do ojca i powiedział, że nie da rady tego zrobić. Ojciec zapytał. Czy wykorzystał wszystkie możliwości aby ten głaz usunąć. Syn mówi tak wszystkie. Ojciec mówi, nie Synu, nie wykorzystałeś wszystkich możliwości. Syn pyta a co jeszcze mogłem zrobić. Ojciec odpowiada, mogłeś jeszcze mnie poprosić abym ci pomógł”.  Ojciec aby pomóc synowi nie musi to zadanie wykonać za syna. Myślę, że ojciec jako dobry ojciec, jako dobry nauczyciel w pierwszej kolejności będzie zapewne chciał jedynie pokazać synowi jak on sam może to zrobić. Syn gdy posłucha rady ojca i pokona tą trudność będzie miał podwójną korzyść. Nauczy się jak sobie radzić z taką trudnością no i radość, że on to zrobił.

  Dla mnie jest to piękna lekcja i staram się tak robić gdyż zgodnie z zapewnieniem naszego Pana „Gdy syn któregoś z was poprosi swego ojca o rybę, czyż on zamiast ryby da mu węża? Albo czy da skorpiona, gdy syn prosi o jajko? Jeśli więc wy, będąc złymi, potraficie dawać swoim dzieciom dobre dary, to o ileż bardziej Ojciec, który jest w niebie, da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łukasza 11:11-13)”

     Obyśmy nabywali takich umiejętności gdyż w ten sposób możemy nawet uradować serce naszego Boga (Przyp.27:11). Kochani oby nasz Bóg i nasz Pan błogosławili Wam którzy to czytają i rozmyślają nad tym w tej pracy . W tych życzeniach nie chciałbym też pominąć samego siebie, bo wszystkim nam jest ono bardzo potrzebne.

   Możliwe że ten temat jest trochę trudny w przyjęciu do naszego umysłu i serca gdyż wymaga wiary ( Oby nasza wiara była jak ziarno Gorczycy a wówczas damy radę  usunąc te "symboliczne góry" jakie pojawia sie na naszej drodze. Jestem przekonany, że zamieszony wykład pod linkiem  https://www.youtube.com/watch?v=zXAkFh2E7yo&ab_channel=adammaciak będzie nam w tym pomocny) w spełnienie się zamierzenia Bożego jakie jest opisane w Słowie Bożym. Ogromną wartością dla czytającego może być wnikliwa analiza zachowań ludzkich jakie są opsane ku naszej nauce z których to opisów, my możemy odnieść korzyści. Czytając możemy przeanalizować swoją gotowość do dokonywania trwałych pozytywnych zmian. Zapewne nie jest to łatwa sprawa.

   W następnym temacie „Czego możemy się nauczyć z historii narodu Izraelskiego”  chciałbym pokazać jak wiele trudu zadaje sobie Jehowa Bóg i jak wielką cierpliwość przejawia aby umożliwić ludzkości zrozumienie poszczególnych etapów realizowanego pierwotnego zamierzenia.

 powrót   Spis treści    Strona główna

 

 Temat poprzedni  Link   9

  Temat następny  Link   11